W niedzielny pogodny, upalny wręcz wieczór 22 czerwca 2025r, o godzinie 19.00 odbył się finałowy koncert 60. edycji MFHW w Szczawnie-Zdroju. Podobnie, jak przed koncertem inauguracyjnym, tak i na zakończenie były przemówienia, podziękowania i… niespodzianki. Na wstępnie głos zabrał Dyrektor artystyczny Andrzej Walus dziękując organizatorom/współorganizatorom za udaną, jubileuszową edycję wydarzenia. Głos zabrała również wdowa po Macieju Kieresie – Katarzyna Kieres wspominając męża i jego zaangażowanie do ostatnich chwil świadomości w tworzenie festiwalu, którego nie dane mu było już doczekać. Z kolei przedstawiciel Urzędu Marszałkowskiego podał informację skierowaną do Dyrektora Teatru Zdrojowego p. Mirosława Kowalika, o przyznanej mu nagrodzie Marszałka Dolnośląskiego za wybitny wkład w tworzenie kultury o zasięgu lokalnym, wojewódzkim i ogólnopolskim.
Na koniec głos zabrał Burmistrz Szczawna-Zdroju Marek Ćmikiewicz dziękując za udany Festiwal wszystkim, którzy przyczynili się do jego tworzenia w roku 2025.. Satysfakcją Towarzystwa Miłośników Szczawna-Zdroju było docenienie wkładu stowarzyszenia w organizację wydarzeń towarzyszących w dniach Festiwalu. Pan Burmistrz podziękował za to Iwonie Czech – prezes TMSZ i wyszczególnił wszystkie inicjatywy, których inicjatorami byliśmy w tym roku: posadzenie „Dębu Wieniawskiego”, tablica z wizerunkiem Wirtuoza na domu, w którym mieszkał, akcja „Festiwalowe menu” w szczawieńskich lokalach, akcja „Festiwalowe Szczawno-Zdrój” – dekorowanie witryn lokali i zakładów usługowych, jak również publikacje z informacjami o Wieniawskim, jego pobycie w Szczawnie oraz o formach upamiętniania muzyka w naszym mieście na przestrzeni dziesięcioleci.
Po przemówieniach zabrzmiała muzyka, ostatnia niestety w tym roku w ramach Festiwalu.
Koncert, w wykonaniu Filharmonii Sudeckiej w Wałbrzychu, kierowanej przez Alexandra Humalę był genialny. Trudny repertuar złożony z kompozycji Grażyny Bacewicz, z wirtuozowskim popisem Janusza Wawrowskiego – skrzypka grającego na Stradivariusie z 1635 roku – zrobił na widowni piorunujące wrażenie – skala trudności wykonania była zadziwiająca! Nic dziwnego, że widownia przez długi czas nie pozwoliła pożegnać się muzykowi ze sceną, pozwolono dopiero po zagraniu na bis. Po Bacewicz przyszła kolej na Mozarta przepięknie, harmonijnie, nastrojowo zagranego przez świetny zespół z Filharmonii Sudeckiej. Brawo, brawo, brawo!
Tekst i zdjęcia: Iwona Czech, Bożena Bujak





